książki, ich zapach i obecność
miłość, jej wzloty i upadki
muzyka, jej magia i klimat
wino, jego wykwintność i moc
— Tove Jansson Tatuś Muminka i morze. skomentuj (1)Muminek wyobraził sobie, że jest Buką. Zgięty wpół posuwał się wolno przez stosy martwych liści, a potem stanął, rozpościerajac wokoło siebie mgłę. Wreszcie westchnął i spojrzał tęsknie w okno. Czuł sie najbardziej samotnym stworzeniem na świecie.
http://www.youtube.com/watch?v=XChUYE1fIGI
- Jestem pająkiem. Od innych pająków różnię się tym, że wiem wszystko. Wszystko i już. Otóż chcę podzielić się mą wiedzą z ludźmi, ale nie jest to proste. Żyję na pięknym, pełnym zieleni podwórku przy ulicy Akademickiej. Sieć rozbiłem w krzakach, w połowie drogi między II a IV klatką. Co kilkanaście minut przechodzą koło mnie ludzie, niektórzy (zwłaszcza dziewiętnastolatek imieniem Mikołaj) krzywią się i przyspieszają kroku na mój widok. Ja tymczasem usilnie sygnalizuję im, że chcę się porozumieć! Oni jednak tego nie widzą, albo nie zwracają uwagi. Mógłbym opowiedzieć im o tym, czym byłem w poprzednim wcieleniu, albo o tym, że przed urodzeniem nie ma nic. O tym, że ich życie jedynie z pozoru jest lepsze od mojego, a nawet o tym, że wszystko jest jedynie dziełem przypadku. Gdyby tylko ktoś ze mną porozmawiał...-
skomentuj (1)
sobota, 5 lipca 2008
Droga ***,
Wyobraź sobie (ale zrób to naprawdę), że właśnie w tej chwili Twój (powiedzmy – chodzi o kogoś ważnego) przyjaciel leży w szpitalu. Nie wiesz co mu dolega, nie wiesz czy wyjdzie z tego cało. Już..?
Teraz wyobraź sobie, że w tymże szpitalnym łóżku spoczywa jego martwe ciało. Umarł. Tak dzieje się nie tylko w filmach i książkach. Nie powiesz już ani słowa, nie dotkniesz, nie uśmiechniesz się, nie usłyszysz, nie spędzisz ani chwili. Koniec.
Teraz zastanów się, czego jeszcze mu nie powiedziałaś, ile przegapiłaś, czy dałaś mu pewność, że jest dla Ciebie kimś ważnym, że może na Tobie zawsze polegać..? W godzinach śmierci potrzebował Cię, a Ciebie nie było...
Teraz pomyśl o czymś innym, równie pogodnym. Jaki napis wyryłabyś na swoim grobie? Te słowa mówią bardzo wiele. Nie jest łatwo, ale nie poddawaj się. Nie warto rezygnować z pewnych rzeczy, wiem coś o tym. Może dowiesz się czegoś, o czym nie miałaś pojęcia..?
Ostatnia prośba. Otwierasz kopertę, wyjmujesz wyniki badań. Jesteś śmiertelnie chora. Masz 2-3 lata życia. Co robisz? Weź kartkę i długopis. W punktach wypisz wszystko czego chcesz dokonać, co chcesz zobaczyć, czego się nauczyć.
skomentuj (1)
"Teraz, czekając na taksówkę, udzielę ci lekcji na dziś. Jest ona następująca: pamiętaj, nie słuchaj tego, co ci mówią twoi szkolni nauczyciele. W ogóle nie zwracaj na to uwagi. Po prostu przyjrzyj im się, a wtedy zrozumiesz, jakie naprawdę jest życie"
"Zbrodnie i wykroczenia" Woody Allen
„-Nie wolno kochać dzikich stworzeń, panie Bell – poradziła mu Holly. – Doc popełnił ten błąd. Zawsze znosił do domu dzikie zwierzęta. Jastrzębia ze złamanym skrzydłem. Albo kiedyś nawet dorosłego rysia ze złamaną łapą. Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę, żeby uciec do lasu. Albo polecieć na drzewo. Potem na wyższe drzewo. A wreszcie wzlatują pod niebo. I tak właśnie to się kończy, panie Bell. Jeżeli pokocha pan dzikie stworzenie, już zawsze będzie się pan wpatrywał w niebo.”
T.Capote
Powiew smutku znów napłynął do mych skroni, zdobiąc je na nowo liśćmi. Ach, jak dawno tego nie czułem…
Czuję się trochę jak kot. Kot w stadzie. Stado kotów. Kot ma jednak swoją naturę – jaką, każdy wie. Tak, jestem kotem. Nie kocurem – nim nigdy nie będę, ale i nie kociakiem – ten okres mam już za sobą. Koty są w większości „domowe”, jednak nie w pełni okiełznane. Drzemie w nich dzikość, ograniczana jedynie nakazami i zakazami. Każdy podąża swoją drogą, jest panem samego siebie. Inne koty nie muszą go rozumieć. Często sam siebie nie rozumie. Nie pojmuje zasad rządzących światem, życiem, naturą. Raz się do nich dostosowuje, innym razem stara się bezskutecznie z nimi walczyć. Don Kichotów jest wielu, lecz niewielu z nich coś się udaje. Mi się udało. To dopiero początek trudnej drogi, pełnej jeszcze większej ilości samotnych jak kot wiatraków. Każdy kot jest bowiem samotny, to smutna prawda, z którą dyskutować nie warto. Koty miewają przyjaciół, bliskich, kochają i nienawidzą, boją się. Ale robią to same. Doprawdy, los kota nie jest lekki, oj nie. Najciekawszy w każdym kocie jest jego wzrok. To wzrok na wskroś przeszywający, pełen mistycznego błysku, boskiej mądrości i spokoju. Tak, zdecydowanie koty są intrygujące.
Tylko proszę – bez pytań.
skomentuj (5)
ale się porobiło. wszystkie niepokoje juz się skończyły. czekam na kolejne, bo one jakoś mnie uspokajają. wiem jak są, że wszystko jest w normie.. słusznie jakiś czas temu rzekł mój przyjaciel, że sam szukam kłopotów. coś w tym rzeczywiście jest. ale to bez sensu, bo przed nimi tak czy siak nie ucieknę.
jest zajebiście, ciągle nie mogę sobie tego wszystkiego uświadomić.
czytałem wczoraj przed snem Małego Księcia. jaka to mądra książka! a przy tym taka przyjemna i zabawna. takie powinny własnie być książki. wiem, że to nic nowego, i że każdy lubi tę książkę.. ale co mnie to właściwie obchodzi? spadać!
jest tak spokojnie, nie wierzę..
już po maturach. nie było tak źle. myślałem, ze moja nieco paranoiczna natura bardzo utrudni mi egzaminy. tak się jednak nie stało, z kilku przyczyn zresztą (no może prócz ustnych). ulga po wszystkim jest ogromna, strasznie mnie zmęczyło przygotowywanie się. zwłaszcza, że nigdy w życiu naprade systematycznie się nie uczyłem :)
o_0
jak już kiedyś tu napisałem - gdy znikają w moim życiu rozterki, zwłaszcza sercowe, tracę zupełnie wenę twórczą. czy stanę się nagle taki sam jak 5 mln innych zadowolonych ludzi? hm. a czy to takie istotne? dlaczego człowiek ma jakąś potrzebę wyróżniania się..? po cholerę ona?! czy nie lepiej być pospolitym,ale zadowolonym z życia? ja i tak nigdy nie uznam się za pospolitego, więc nie mam tego problemu :P ale warto się nad tym zastanowić ;)
noc muzeów powinna być organizowana dużo częściej!
tak, zdecydowanie dziwnie się czuje, kiedy jest za fajnie. obym miał okazję mimo wszystko do tego przywyknąć.
Mikołaju, Mikołaju! Wszystkie Twoje są dziewczyny
Pomimo Twojej nieprzyjaznej miny.
Przystojne Twe lico i mądra też głowa
Z Tobą każda dziewczyna pójść jest gotowa!
Nawet laska z przejścia podziemnego
Co podstępnie się wkradła do serca Twojego.
W KFC się umawiasz,
Tak w zachwyt wprawiasz
Żując skrzydełka, serce ich wymięka...
A dla nas serca Ci brak!
Mikołaj, Mikołaj! Jak można tak?!
skomentuj (1)Temat rzeka. Dla mnie wyjątkowy ze względu na płynącą w moich żyłach krew tegoż pochodzenia. Nie jest jej wiele, ma jednak jakąś niesamowitą siłę. Sprawia, że historia tego narodu powoduje we mnie dziwne uczcie bólu, straty, żalu do ludzi za to co się stało.
Wczoraj wieczorem pisałem o tym przez chwilę z Kasią, ale nie rozwinęliśmy tematu. Jest trudny. Holocaust, sama myśl o nim, paraliżuje mnie. Nie umiem dopuścić do siebie myśli, że to wszystko działo się naprawdę, że człowiek może dokonać czegoś równie złego i hańbiącego, niszcząc przy tym nie tylko życia milionów, ale i całe „osiągnięcia” naszej cywilizacji - „świętej” kultury chrześcijańskiej.
Rok temu na wycieczce klasowej, byliśmy w Sztutowie nad morzem. W latach 1939-1945 znajdował się na tam niemiecki obóz koncentracyjny "KL Stutthof". Był to najdłużej działający obóz koncentracyjny poza Niemcami. Pojechaliśmy go zwiedzać. Nie byłem w stanie jednak wysiąść z autokaru by przekroczyć próg tego miejsca. Nie umiem tego jasno wyjaśnić. W jakiś sposób czuję, że moje stopy nie powinny stąpać po ziemi, gdzie 65 lat temu leżały stosy martwych ciał. Podobnie jak nie przepadam za spacerami ulicą Próżną, gdzie z każdego okna pozbawionego szyby, zionie przerażająca czerń.
Na tej zasadzie nie powinienem niby w ogóle za wiele spacerować, bo i w Warszawie (patrząc na przestrzeni ubiegłego tysiąclecia) pewnie trudno znaleźć miejsce, gdzie nie mordowano by kogoś. Jednak „kwestia żydowska” porusza mnie bardziej od innych.
Mój stosunek do Żydów? Darzę ludzi tego pochodzenia ogromnym szacunkiem. Ale trzeba na to patrzeć z dystansem, bowiem dane mi było poznać jedynie wyjątkowo znane postacie tych środowisk, których autorytet jest niepodważalny. Chociaż nie, mylę się – i „nieznane” osoby z żydowskimi korzeniami wg mnie wyróżniają się intelektem, poglądami. Nie znam po prostu żadnego głupca - Żyda.
Problem antysemityzmu pominę, gdyż każdy wie o co chodzi i nikomu nie da nic, gdy przeczyta moją opinię na ten temat. Jest oczywista. Myślę, że każdy, kto się szanuje i ma kilka komórek w mózgu, myśli podobnie. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Wracam więc do Zagłady. Czy gdybym sam nie miał po części korzeni żydowskich, temat ten równie by mnie poruszał? Nie wiem. Nie potrafię czytać „Medalionów”, oglądać „Listy Schindlera” czy „Pianisty” bez rzewnych łez płynących z oczu. Na samo ich wspomnienie trudniej połyka mi się ślinę.
Przede wszystkim nie sposób nie doceniać wkładu jakże wielu polskich Żydów w naszą kulturę. Nie będę tu sypał nazwiskami – każdy zna ich mnóstwo. Chwała bogu, nie wszystkich pochłonęła wojna. W ogóle należy mieć świadomość, że Polacy żyli z Żydami od początków swojej historii (bywało różnie, ale zazwyczaj tolerując się nawzajem). A tymczasem w ciągu kilku lat zamordowano 3 mln (jedynie polskich) Żydów. Czy kawały o Żydach są w Polsce na miejscu..? Najgorsza jest zupełna niewiedza i nieznajomość tematu przez opowiadających takowe. Żal ściska.
skomentuj (2)
Rzadko się to zdarza, pozwolę więc sobie na upamiętnienie tej chwili. Chwile są przecież najważniejsze.
Jestem – nareszcie! – szczęśliwym człowiekiem. Ponadroczne szaleństwo, obłęd, w którym tonąłem, zakończyło się. Powiedzmy, że z głębin oceanu targanego sztormem przedostałem się z biegiem prądu na mielizny, gdzie dostrzegam nie tylko wielki błękit, ale nawet promienie słoneczne. Jest cicho i spokojnie.
Miniony rok był dla mnie szalenie wyjątkowym okresem czasu. Zaszło tyle zmian nie tylko w życiu, ale i w moim wnętrzu. Jestem inny. Uważam, że coraz lepszy. Poznałem osobę, która namieszała mi w głowie, lecz z bałaganu po czasie powstało pewne uporządkowanie. Przeżyłem chwile, których nie nigdy nie zapomnę (bynajmniej nie mowa tu o uniesieniach seksualnych, wręcz przeciwnie), doświadczyłem ilości uczuć, o której nie sądziłem, że jestem w stanie znieść. Nie wiedziałem nawet, że takie istnieją.
Ludzie mówili mi różne rzeczy – większość radziła dać sobie spokój. Rzeczywiście kiepsko ze mną bywało, rozumiem więc troskę. A może mieli rację? Czas pokaże. Ja tymczasem nigdy nie byłem niczego równie pewien (jak tego, czego jestem). Codziennie zaskakuje mnie moja wytrwałość i determinacja. Syzyf by pozazdrościł. Czasem dochodzą mnie myśli, że to dziecinada, że za pół roku będę się z tego śmiał. Ale tylko czasem. Czuję coś zupełnie innego. Czas traci znaczenie, jak cała reszta. Nauczyłem się dostrzegać rzeczy ważne i ważniejsze. Nauczyłem się cieszyć z tego, co mam. To cholernie dużo.
Zawsze uważałem się za egoistę. Okazuje się, że jestem zdolny do ogromnych poświęceń dla drugiej osoby, że potrafię oddać się komuś bezgranicznie. Jestem zdolny nawet do bezinteresownej miłości, która jest, jak sądzę, jedną z najtrudniejszych i wymaga jakiegoś pierwiastka wyjątkowości. Nie każdy tak potrafi, gwarantuję.
Naprawdę, bardzo pozytywnie się zaskakuję. Okazuje się, że po 18 latach kompletnego olewania szkoły, potrafię wziąć się w garść i uczyć naprawdę dużo i efektywnie.
Żeby się nie rozpędzić z tymi wyznaniami zakończę ten wywód. Stek wyznań mam schowany w szufladzie. Bardzo elegancki stek, oprawiony i podpisany. Ale nie zaglądam tam – nauczyłem się przede wszystkim żyć tym co tu i teraz (a przynajmniej robię wszystko co w mojej mocy w tym kierunku).
skomentuj (7)
JA: (…) Jestem może nienormalny, ale jakoś na swój sposób mnie to wszystko kręci. Czuję się jak bohater któregoś z filmów W.Allena. I mimo cierpienia, jakie często czuję, myślę, że ma to swój urok. Nie wiem czy rozumiesz. Z politowaniem będziemy o tym myśleć już za kilka lat. Lepsze są takie problemy, niż brak pieniędzy czy domu. Poza tym i tak większość ludzi musi przeżyć kilka takich sytuacji, żeby nauczyć się żyć (a raczej współżyć).
Im starszy jestem, więcej rzeczy doświadczam, tym mniej podoba mi się życie na tym świecie. Bynajmniej nie dręczę się myślami samobójczymi, raczej irytuje mnie to, że nie jest lepiej, łatwiej. Z coraz większym rozbawieniem i zdziwieniem patrzę też na ludzi, którzy wierzą w Boga. Jak można go czcić, skoro świat jest tak okrutny? Choć oczywiście, łatwiej jest przyjąć pewne rzeczy za prawdę i już. Nie trzeba myśleć. Ale cóż - jesteśmy młodzi, dopiero uczymy się życia. Myślę, że z czasem przestaniemy przejmować się takimi pytaniami.
(…)Wiara w Boga wydaje mi sie strasznie naiwna. Nawet zakład Pascala mnie nie przekonuje, bo po prostu wiem, że żadnego Boga nie ma. A to nie jest tak, że skoro wierze to nic nie tracę. Może i jeśli ktoś wierzy to nie boi się śmierci, a raczej boi sie jej trochę mniej, jest pewien, że potem cos będzie. Wychodzę z założenia ze niczego w życiu nie można żałować, bo jak już się zestarzeję i zniknę z tego świata to nic więcej mnie nie czeka.(...)
(…) Czy wierzę w jedną miłość? Oczywiście, że nie. Na to już za późno :) Może tak bywa u niektórych... i nie współczuję im tylko pod warunkiem, że naprawdę się kochają i są szczęśliwi z jedną osobą przez całe życie. Choć stanowczo przeciwny jestem metodzie skakania "z kwiatka na kwiatek". To mnie wręcz obrzydza. Uważam, że należy spokojnie czekać na właściwą osobę, z którą można stworzyć prawdziwy, długi związek.
Co do Boga i tego, co pisałeś. Masz rację twierdząc, że nieprawdą jest, że wierzący nic nie tracą. Tracą bardzo wiele - normalne, wolne od podobnych manipulacji, myślenie! Człowiek niewierzący jest wolny. Sam nakłada na siebie normy moralne. Sam, według własnego sumienia, podejmuje decyzje. Sam musi odpowiadać sobie na wiele pytań (bez odpowiedzi).
Pascal miał oczywiście sporo racji - jeśli okaże się to prawdą - znajdziemy się w dość niewygodnej sytuacji. Zapewne w kotle lub na rożnie. Swoją drogą w piekle poznalibyśmy masę wspaniałych postaci. Na pewno ciekawszych, niż w niebie ;] Ja osobiście, gdybym znalazł sie w niebie, zrobiłbym Bogu krzywdę za to jak spieprzył robotę. Prawdą jest również, że ateiści, jak myślę, przywiązują o wiele większą wagę do życia "doczesnego". A to przecież najważniejsze. Na cholerę myśleć, co będzie potem. Będzie, co będzie. (…)
(…)
Piszesz ze trzeba czekać spokojnie na osobę, z która można stworzyć związek. Żeby
wiedzieć, że to akurat ta musisz sie z nią najpierw pospotykać, poumawiać, być
raczej bliżej niż dalej i wtedy będziesz wiedział czy to ta. Podkreślam to, bo zauważyłem
mała sprzeczność... "skakaniem z kwiatka..." nazywasz próbę
stworzenia poważnego związku, bo bez takowej próby nie przekonasz sie czy osoba
jest właściwa. Jak bez tego "skakania" znajdziesz swoja miłość? Chyba,
że źle zrozumiałem sens Twojej wypowiedzi. Jeśli szukać i skakać to 2 osobne
sprawy to wybacz.
"Na cholerę myśleć co będzie potem. Będzie co będzie." Ja tak nie potrafię.
To jest rzecz, której boję się najbardziej, śmierć. Prawda, doczesność jest
cholernie ważna, przejmuje sie tym i staram o to by życie było jak najgęściej usłane
przyjemnościami, ale to nie zmienia faktu, ze śmierć jest przerażająca i ze nie
powinienem o niej myśleć, bo życie doczesne jest ważniejsze.
(…) Nie nazywam "skakania z kwiatka na kwiatek" próbą stworzenia związku, coś może przekręciłem, albo źle zrozumiałeś. Krytykuję taki sposób poznawania ludzi i szukania partnerów/ek. Ja żyję w przekonaniu, że po prostu spotkam te właściwe dziewczyny, poznam je i się zwiążę. Miłości się nie szuka, to ona znajduje. Nie wiem, może to naiwne.
(…) Naprawdę tak dużo myślisz o śmierci i się jej boisz? To ciekawe. Ja w ogóle o niej nie myślę i w ogóle mnie nie przeraża. Uważam, że i tak dużo już przeżyłem i jestem zadowolony ze swojego życia. O śmierci, jeśli już zdarza mi się myśleć, to raczej w kategorii czegoś, co jest naturalnym, koniecznym elementem życia. Nie widzę sensu rozpaczania. Poza tym, kiedy umierasz już Cię nie ma, więc nie ma się czego bać. Ja o wiele bardziej niepokoję się swoją najbliższą przyszłością - dalszą znajomością z K., maturą, studiami, pracą...
Tym, co sie dzieje teraz, czyli matura, studiami, wyżej juz wspomniana miłością itp. nie potrafię sie martwic. Mam pewność ze wszystko mi sie powiedzie i z góry jestem skazany na sukces. Wiem ze takie myślenie jest niebezpieczne, wręcz głupie, ale nie widzę innego wyjścia i jak do tej pory jest wszystko dobrze, juz zostało tylko napisać dobrze maturę. Jedna z nielicznych rzeczy, na którą nie mam wpływu, a która mnie dotyczy, jest śmierć. Stad też myślenie o niej, myślenie o tym jak mnie nie ma itd. Mój Ojciec podobnie jak Ty powiedział, że nie ma sensu się martwic, bo nawet nie będę wiedział ze mnie nie ma, ale to do mnie nie przemawia, po prostu zbyt kocham życie i przyjemności z nim związane by pogodzić sie z faktem ze kiedyś umrę.
Nie mam wcale racji z miłością. Jestem naiwnym marzycielem, żyjącym przeszłością, niedojrzałym człowiekiem. Sam ograniczam sobie możliwości poznawania dziewczyn - nie chodzę do klubów, za imprezami też nie przepadam. Pod tym względem jestem naprawdę dziwny. Dla mnie dobrą zabawą jest spotkanie w kilka osób na winku przy klimatycznej muzyce i ciekawa rozmowa. Hałasu, tańców, tłumu, wódki, itd. w klubie nie znoszę. Przestałem nawet chodzić na koncerty (zespołów typu Kult, gdzie wszyscy skaczą i wrzeszczą). Ktoś śmiało mógłby powiedzieć, że po prostu nie umiem się bawić :) i być może miałby rację, nie wiem. No i chyba mam szalenie wysoką poprzeczkę wymagań, jakie dziewczyna musi spełniać. (…)
Hmm.. Co do najbliższej przyszłości to też
jakoś nie widzę innej możliwości, niż spełnienie moich planów. Podobnie jak Ty, naiwnie myślę, że skoro do
tej pory wszystko było na tyle dobrze, to czemu teraz miałoby nie być? Niestety
może "nie być" i to bardzo :] Coraz bardziej to do mnie dociera, z
każdym dniem czuję większy niepokój, a należę do zjawiskowo leniwych ludzi,
więc za naukę wciąż nie mogę się zabrać.
To, że
jesteś 'naiwnym marzycielem' nie ma związku z tym, że nie lubisz imprezować. Różni
są ludzie. A z doświadczenia mogę stwierdzić ze im ktoś bardziej poszukuje
miłości, tym gorsze są tego rezultaty. W moim przypadku bezsensowne i
idiotyczne okazało sie popadanie w przypadkowe związki w "poszukiwaniu
upragnionej miłości", wiec wydaje mi sie ze słuszniejszy jest Twój
'naiwny' pogląd ze miłość sama Cie znajdzie.
A na klubowych imprezach nie ma żadnych
interesujących dziewczyn tak na marginesie:) poza tym nawet nie ma tam jak z
nimi porozmawiać. Inną rzeczą są zabawy domowe i koncerty. Na tych drugich
rzadko bywam a impreza w mieszkaniu czy domu jest związana zwykle z tym samym
towarzystwem.
Jeśli jesteś spokojnym duchem to nawet
lepiej, że nie poznasz dziewczyny np. na jakimś koncercie, bo i Ty i Ona będziecie
woleli posiedzieć przy winie, ale to juz inna sprawa (…)
Piszę bez celu. Lubię korespondować. Miałem nawet jakiś czas temu chęć wysłania listu do kilku wybranych „osobistości” – pisarzy, myślicieli, żeby czerpać z ich mądrości, doświadczenia ile się da. Co o tym sądzisz? Jakoś nie zebrałem się w garść i nic w tym kierunku jeszcze nie uczyniłem.
Wrócę do tematu książek, o którym pisaliśmy. Właśnie kończę „Listy do Mileny” F.Kafki. Są niesamowite. Przyznam się, że dwa razy płakałem czytając je, a rzadko mnie to spotyka. Nie miałem w ręku smutniejszej książki. W każdym razie gorąco polecam, choć możesz mieć małe trudności ze zdobyciem jej (w razie czego pożyczę, choć mam już jedną osobę w kolejce).
(…) Kilkanaście godzin spokojnie wystarczy na rozpalenie płomienia. Wystarczy kilka minut zarówno, żeby go rozpalić, jak i żeby go zgasić. Pierwsze zdania drugiego rozdziału mojego pamiętnika, brzmią dokładnie tak: „Zaczynamy od nowa. Reaktywacja i odrodzenie. Feniks powstaje z popiołów, tylko po to, by wkrótce znów skończyć w popielniczce.” Trzeba mieć tego świadomość przy każdym związku. Sądzę, że wizja nieuniknionego końca pomaga – mobilizuje do większych starań, itd. Z drugiej strony może budzić swojego rodzaju niemoc i zniechęcenie. Zależy od osoby :)
Co do poprawności, to pomaga mi w tym Word,
choć staram się pisać poprawnie. Ale fakt faktem – do diabła z Formą.
Moje
uszanowanie.
p.s. jeśli wolisz, możemy przenieść się na papier i Pocztę polską.
skomentuj (3)
CZĘŚĆ DRUGA
SCENA I
Tekst Woody’ego
muzyka
Osoba 1a: „Maurycy był szalenie przystojny, wysoki... kulturalny. Niezła sztuka! <śmiech>”
Szkoła
Osoba 2a: „ Pamiętam, że zawsze podziwiałem/am jego wewnętrzny spokój. Był bardzo dobrym człowiekiem...
Podwórka, dziwne miejsca
...sądzę, że wychowanie w duchu katolickim mocno się do tego przyczyniło.”
Osoba 3a: „ Był mocno wierzący. Naprawdę przykładny katolik, od którego księża powinni brać przykład <śmiech>. Serio, imponował mi tym.
Natura
Osoba 1a: „ Miał niezłego bzika na punkcie swojej wiary ale przy tym pozostał człowiekiem wielce tolerancyjnym i wyrozumiałym. To nie był oszołom wychowany przez mohery, nie zrozumcie źle jego religijności."
Miasto
Koniec wstępu
SCENA II
„KATOLIK”
Maurycy modli się w kościele – kilka ujęć – z boku, od przodu, z tyłu – widać jak szepcze
NARRATOR: „ Ten człowiek to niemal przeciwieństwo naszego poprzedniego bohatera. To co ich łączy to jedynie zabójcza uroda. Maurycy kochał życie, kochał ludzi, starał napawać się każdą chwilą. Żył zgodnie z nauką chrześcijaństwa – nie kradł, nie cudzołożył, nie pożądał też niczego z domu swoich sąsiadów”
Wrzuca do skrzynki na pieniądze drobne. Wychodzi z kościoła. Idzie do domu:
· stoi na światłach na Narutowicza
· mija moją bramę
· Mianowskiego
· Klatka
Ciemność
(Żeby nie zostawiać nikogo w niepewności, dodam, że w moim zamyśle po krótkim czasie i Maurycego dosięgnęła śmierć, jednak po niej nie trafił - jak Mikołaj - do piekła, ani do nieba. Nastaje ciemność i nie ma nic dalej [prócz napisów].)
matko, jak ludzie marnują sobie życie! kultura strasznie nas ogranicza (mnie na przedzie)
co lepsze - miłość czy seks? jedno duchowe, drugie cielesne. hm?
polecam Wam film "Pociąg do Daarjeling" - jest cudowny.
Całkiem Elo przeżywa rozkwit - nagralismy super album "żelazny tchórz" i załozyliśmy stronkę - http://www.myspace.com/calkiemelo :)
Okres radości trwa. Ale należy mi się, każdy to przyzna. Dlatego mniej nawiedza mnie ostatnio przemyśleń - to cierpienie i smutek budzą (chyba w większości) natchnienie intelektualne. Tak mi w każdym razie lepiej.
Ludziom słuchającym tzw. muzyki polecam strony:
http://nocna-hudba.blogspot.com/
http://www.tunestop.blogspot.com/
http://www.deezer.com/
Mój "Pamiętnik" jest straszny. A znaczy to, że i ja jestem straszny. To straszne! ale nie pytajcie czemu, bo nie powiem.
A Fisz może być.
zostałem przez Katarzynę ogłoszony najfajniejszym człowiekiem na Ziemi.
jestem zadowolony, zupełnie jak rok temu.
prawdziwe okazało się przysłowie, mówiące, że warto napracować się dla dobrych rezultatów.
a z wakacji znalazłem śmieszne:
Magda: gdzie żółwie?
tata: pobiegły.
Rafał: Hasają po łące.
Tata: Pan Bóg był fotografem
Grześ: Więc to Pan Bóg wymyślił aparat fotograficzny?
Rafał: ..Albo jego syn.
Ja: Lubisz Gombrowicza?
Anne: Nie wiem kto to jest i mam to w dupie.
Magda: Ta pani kroi pizzę z poczuciem własnej wartości
Tata: Dobrze, że żółwie nie pieją
"uważam cię za bardzo inteligentnego człowieka
który lubi to pokazywać
i dlatego czasami stawia się powyżej innych
i jesteś typem indywidualisty
i to tak naprawdę porządnego
no i masz swój świat
i się często w nim zamykasz"
K.R.
„jesteś: (zaczynam od opakowania) niski :D i chudy :) ale to wiesz. masz jasne rzęsy. (...) i masz niebieskie oczy. ładne. i często starasz się być poważny. i przykuwasz uwagę tzn. w sensie ze przechodząc zauważa się Ciebie. Nie mija się obojętnie. (...) zbyt narzucasz swoje zdanie. czasami nie przyjmujesz ze ktoś ma inne.”
K.M.
"na pewno nie jesteś człowiekiem, który lubi być w centrum zainteresowania, otoczenia ale z drugiej strony na pewno zależy Ci na utrzymaniu dobrego wizerunku..... wydaje mi sie też, że jesteś w miarę odpowiedzialny...za siebie i nie tylko. hym, może masz refleksyjną naturę... trochę tam myślisz :) no i brak Ci zdecydowania, na pewno nie jesteś stanowczy i pewny siebie. nie dostrzegłam jak na razie jakiegoś nadzwyczajnego temperamentu do życia ale nic w tym złego. brak dystansu do tego co dzieje sie naokoło. myślę, że nie jesteś też zbytnio pracowity i ambitny. Co do ludzi... to z pewnością potrzebujesz ich towarzystwa a jeśli nie towarzystwa to jakiegokolwiek kontaktu ;] i towarzyski też raczej nie jesteś, ale też nie zamknięty. wspomnieć jeszcze można o Twojej nieprzeciętnej wrażliwości."
M.Ś.
-inteligentny
-indywidualista
-ma swoje poglądy i nie wstydzi się ich wyrażać
-spokojny
-opanowany
-czasami zamknięty w sobie i niedostępny
-sympatyczny
-z poczuciem humoru
-uwielbia wino, filmy Woodego Allena, książki
Dostojewskiego i Gombrowicza oraz muzykę