why is life worth living? 2009-03-01 01:13:07

książki, ich zapach i obecność
miłość, jej wzloty i upadki
muzyka, jej magia i klimat
wino, jego wykwintność i moc


skomentuj (1)

. 2008-11-19 16:19:55

Muminek wyobraził sobie, że jest Buką. Zgięty wpół posuwał się wolno przez stosy martwych liści, a potem stanął, rozpościerajac wokoło siebie mgłę. Wreszcie westchnął i spojrzał tęsknie w okno. Czuł sie najbardziej samotnym stworzeniem na świecie.

 — Tove Jansson Tatuś Muminka i morze.

skomentuj (1)

miłość od zawsze na zawsze 2008-11-14 22:08:20


http://www.youtube.com/watch?v=XChUYE1fIGI

skomentuj (0)

przypowieść o pająku 2008-09-15 23:30:29

- Jestem pająkiem. Od innych pająków różnię się tym, że wiem wszystko. Wszystko i już. Otóż chcę podzielić się mą wiedzą z ludźmi, ale nie jest to proste. Żyję na pięknym, pełnym zieleni podwórku przy ulicy Akademickiej. Sieć rozbiłem w krzakach, w połowie drogi między II a IV klatką. Co kilkanaście minut przechodzą koło mnie ludzie, niektórzy (zwłaszcza dziewiętnastolatek imieniem Mikołaj) krzywią się i przyspieszają kroku na mój widok. Ja tymczasem usilnie sygnalizuję im, że chcę się porozumieć! Oni jednak tego nie widzą, albo nie zwracają uwagi. Mógłbym opowiedzieć im o tym, czym byłem w poprzednim wcieleniu, albo o tym, że przed urodzeniem nie ma nic. O tym, że ich życie jedynie z pozoru jest lepsze od mojego, a nawet o tym, że wszystko jest jedynie dziełem przypadku. Gdyby tylko ktoś ze mną porozmawiał...-

skomentuj (1)

mein bruder 2008-08-01 23:13:20



Photobucket

skomentuj (0)

zadanie na wieczór 2008-07-05 23:57:48

sobota, 5 lipca 2008

 

Droga ***,

  Wyobraź sobie (ale zrób to naprawdę), że właśnie w tej chwili Twój (powiedzmy – chodzi o kogoś ważnego) przyjaciel leży w szpitalu. Nie wiesz co mu dolega, nie wiesz czy wyjdzie z tego cało. Już..?

  Teraz wyobraź sobie, że w tymże szpitalnym łóżku spoczywa jego martwe ciało. Umarł. Tak dzieje się nie tylko w filmach i książkach. Nie powiesz już ani słowa, nie dotkniesz, nie uśmiechniesz się, nie usłyszysz, nie spędzisz ani chwili. Koniec.

 Teraz zastanów się, czego jeszcze mu nie powiedziałaś, ile przegapiłaś, czy dałaś mu pewność, że jest dla Ciebie kimś ważnym, że może na Tobie zawsze polegać..? W godzinach śmierci potrzebował Cię, a Ciebie nie było...

 

  Teraz pomyśl o czymś innym, równie pogodnym. Jaki napis wyryłabyś na swoim grobie? Te słowa mówią bardzo wiele. Nie jest łatwo, ale nie poddawaj się. Nie warto rezygnować z pewnych rzeczy, wiem coś o tym. Może dowiesz się czegoś, o czym nie miałaś pojęcia..?

 

  Ostatnia prośba. Otwierasz kopertę, wyjmujesz wyniki badań. Jesteś śmiertelnie chora. Masz 2-3 lata życia. Co robisz? Weź kartkę i długopis. W punktach wypisz wszystko czego chcesz dokonać, co chcesz zobaczyć, czego się nauczyć.

skomentuj (1)

school 2008-06-29 23:17:47

"Teraz, czekając na taksówkę, udzielę ci lekcji na dziś. Jest ona następująca: pamiętaj, nie słuchaj tego, co ci mówią twoi szkolni nauczyciele. W ogóle nie zwracaj na to uwagi. Po prostu przyjrzyj im się, a wtedy zrozumiesz, jakie naprawdę jest życie"

"Zbrodnie i wykroczenia"
Woody Allen

skomentuj (0)

tak to się kończy 2008-06-25 13:41:43

„-Nie wolno kochać dzikich stworzeń, panie Bell – poradziła mu Holly. – Doc popełnił ten błąd. Zawsze znosił do domu dzikie zwierzęta. Jastrzębia ze złamanym skrzydłem. Albo kiedyś nawet dorosłego rysia ze złamaną łapą. Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę, żeby uciec do lasu. Albo polecieć na drzewo. Potem na wyższe drzewo. A wreszcie wzlatują pod niebo. I tak właśnie to się kończy, panie Bell. Jeżeli pokocha pan dzikie stworzenie, już zawsze będzie się pan wpatrywał w niebo.”

T.Capote

skomentuj (3)

kot 2008-06-12 23:49:48

Powiew smutku znów napłynął do mych skroni, zdobiąc je na nowo liśćmi. Ach, jak dawno tego nie czułem…

Czuję się trochę jak kot. Kot w stadzie. Stado kotów. Kot ma jednak swoją naturę – jaką, każdy wie. Tak, jestem kotem. Nie kocurem – nim nigdy nie będę, ale i nie kociakiem – ten okres mam już za sobą. Koty są w większości „domowe”, jednak nie w pełni okiełznane. Drzemie w nich dzikość, ograniczana jedynie nakazami i zakazami. Każdy podąża swoją drogą, jest panem samego siebie. Inne koty nie muszą go rozumieć. Często sam siebie nie rozumie. Nie pojmuje zasad rządzących światem, życiem, naturą. Raz się do nich dostosowuje, innym razem stara się bezskutecznie z nimi walczyć. Don Kichotów jest wielu, lecz niewielu z nich coś się udaje. Mi się udało. To dopiero początek trudnej drogi, pełnej jeszcze większej ilości samotnych jak kot wiatraków. Każdy kot jest bowiem samotny, to smutna prawda, z którą dyskutować nie warto. Koty miewają przyjaciół, bliskich, kochają i nienawidzą, boją się. Ale robią to same. Doprawdy, los kota nie jest lekki, oj nie. Najciekawszy w każdym kocie jest jego wzrok. To wzrok na wskroś przeszywający, pełen mistycznego błysku, boskiej mądrości i spokoju. Tak, zdecydowanie koty są intrygujące.

 

Tylko proszę – bez pytań.

skomentuj (5)

wiosna wiosna wiosna 2008-05-19 18:18:56

ale się porobiło. wszystkie niepokoje juz się skończyły. czekam na kolejne, bo one jakoś mnie uspokajają. wiem jak są, że wszystko jest w normie.. słusznie jakiś czas temu rzekł mój przyjaciel, że sam szukam kłopotów. coś w tym rzeczywiście jest. ale to bez sensu, bo przed nimi tak czy siak nie ucieknę.

jest zajebiście, ciągle nie mogę sobie tego wszystkiego uświadomić.

czytałem wczoraj przed snem Małego Księcia. jaka to mądra książka! a przy tym taka przyjemna i zabawna. takie powinny własnie być książki. wiem, że to nic nowego, i że każdy lubi tę książkę.. ale co mnie to właściwie obchodzi? spadać!

jest tak spokojnie, nie wierzę..

już po maturach. nie było tak źle. myślałem, ze moja nieco paranoiczna natura bardzo utrudni mi egzaminy. tak się jednak nie stało, z kilku przyczyn zresztą (no może prócz ustnych). ulga po wszystkim jest ogromna, strasznie mnie zmęczyło przygotowywanie się. zwłaszcza, że nigdy w życiu naprade systematycznie się nie uczyłem :)

o_0

jak już kiedyś tu napisałem - gdy znikają w moim życiu rozterki, zwłaszcza sercowe, tracę zupełnie wenę twórczą. czy stanę się nagle taki sam jak 5 mln innych zadowolonych ludzi? hm. a czy to takie istotne? dlaczego człowiek ma jakąś potrzebę wyróżniania się..? po cholerę ona?! czy nie lepiej być pospolitym,ale zadowolonym z życia? ja i tak nigdy nie uznam się za pospolitego, więc nie mam tego problemu :P ale warto się nad tym zastanowić ;)

noc muzeów powinna być organizowana dużo częściej!

tak, zdecydowanie dziwnie się czuje, kiedy jest za fajnie. obym miał okazję mimo wszystko do tego przywyknąć.

skomentuj (1)

O 2008-05-05 20:22:14

życie to jednak absurd i czysta ironia. jak to dobrze.

skomentuj (1)

valentine's day 2008-04-19 20:32:12

Mikołaju, Mikołaju! Wszystkie Twoje są dziewczyny
Pomimo Twojej nieprzyjaznej miny.

Przystojne Twe lico i mądra też głowa
Z Tobą każda dziewczyna pójść jest gotowa!

Nawet laska z przejścia podziemnego
Co podstępnie się wkradła do serca Twojego.

W KFC się umawiasz,
Tak w zachwyt wprawiasz
Żując skrzydełka, serce ich wymięka...

A dla nas serca Ci brak!

Mikołaj, Mikołaj! Jak można tak?!

skomentuj (1)

ach! 2008-04-16 19:43:25

http://alpuhary.ownlog.com/

skomentuj (2)

Żydzi - słów parę 2008-04-03 15:38:49

  Temat rzeka. Dla mnie wyjątkowy ze względu na płynącą w moich żyłach krew tegoż pochodzenia. Nie jest jej wiele, ma jednak jakąś niesamowitą siłę. Sprawia, że historia tego narodu powoduje we mnie dziwne uczcie bólu, straty, żalu do ludzi za to co się stało.

  Wczoraj wieczorem pisałem o tym przez chwilę z Kasią, ale nie rozwinęliśmy tematu. Jest trudny. Holocaust, sama myśl o nim, paraliżuje mnie. Nie umiem dopuścić do siebie myśli, że to wszystko działo się naprawdę, że człowiek może dokonać czegoś równie złego i hańbiącego, niszcząc przy tym nie tylko życia milionów, ale i całe „osiągnięcia” naszej cywilizacji - „świętej” kultury chrześcijańskiej.

  Rok temu na wycieczce klasowej, byliśmy w Sztutowie nad morzem. W latach 1939-1945 znajdował się na tam niemiecki obóz koncentracyjny "KL Stutthof". Był to najdłużej działający obóz koncentracyjny poza Niemcami. Pojechaliśmy go zwiedzać. Nie byłem w stanie jednak wysiąść z autokaru by przekroczyć próg tego miejsca. Nie umiem tego jasno wyjaśnić. W jakiś sposób czuję, że moje stopy nie powinny stąpać po ziemi, gdzie 65 lat temu leżały stosy martwych ciał. Podobnie jak nie przepadam za spacerami ulicą Próżną, gdzie z każdego okna pozbawionego szyby, zionie przerażająca czerń.

  Na tej zasadzie nie powinienem niby w ogóle za wiele spacerować, bo i w Warszawie (patrząc na przestrzeni ubiegłego tysiąclecia) pewnie trudno znaleźć miejsce, gdzie nie mordowano by kogoś. Jednak „kwestia żydowska” porusza mnie bardziej od innych.

  Mój stosunek do Żydów? Darzę ludzi tego pochodzenia ogromnym szacunkiem. Ale trzeba na to patrzeć z dystansem, bowiem dane mi było poznać jedynie wyjątkowo znane postacie tych środowisk, których autorytet jest niepodważalny. Chociaż nie, mylę się – i „nieznane” osoby z żydowskimi korzeniami wg mnie wyróżniają się intelektem, poglądami. Nie znam po prostu żadnego głupca - Żyda. 

  Problem antysemityzmu pominę, gdyż każdy wie o co chodzi i nikomu nie da nic, gdy przeczyta moją opinię na ten temat. Jest oczywista. Myślę, że każdy, kto się szanuje i ma kilka komórek w mózgu, myśli podobnie. Mam przynajmniej taką nadzieję.

  Wracam więc do Zagłady. Czy gdybym sam nie miał po części korzeni żydowskich, temat ten równie by mnie poruszał? Nie wiem. Nie potrafię czytać „Medalionów”, oglądać „Listy Schindlera” czy „Pianisty” bez rzewnych łez płynących z oczu. Na samo ich wspomnienie trudniej połyka mi się ślinę. 

 Przede wszystkim nie sposób nie doceniać wkładu jakże wielu polskich Żydów w naszą kulturę. Nie będę tu sypał nazwiskami – każdy zna ich mnóstwo. Chwała bogu, nie wszystkich pochłonęła wojna. W ogóle należy mieć świadomość, że Polacy żyli z Żydami od początków swojej historii (bywało różnie, ale zazwyczaj tolerując się nawzajem). A tymczasem w ciągu kilku lat zamordowano 3 mln (jedynie polskich) Żydów. Czy kawały o Żydach są w Polsce na miejscu..? Najgorsza jest zupełna niewiedza i nieznajomość tematu przez opowiadających takowe. Żal ściska.

skomentuj (2)

La correspondance 2008-03-20 21:51:43

JA: (…)  Jestem może nienormalny, ale jakoś na swój sposób mnie to wszystko kręci. Czuję się jak bohater któregoś z filmów W.Allena. I mimo cierpienia, jakie często czuję, myślę, że ma to swój urok. Nie wiem czy rozumiesz. Z politowaniem będziemy o tym myśleć już za kilka lat. Lepsze są takie problemy, niż brak pieniędzy czy domu. Poza tym i tak większość ludzi musi przeżyć kilka takich sytuacji, żeby nauczyć się żyć (a raczej współżyć).

  Im starszy jestem, więcej rzeczy doświadczam, tym mniej podoba mi się życie na tym świecie. Bynajmniej nie dręczę się myślami samobójczymi, raczej irytuje mnie to, że nie jest lepiej, łatwiej. Z coraz większym rozbawieniem i zdziwieniem patrzę też na ludzi, którzy wierzą w Boga. Jak można go czcić, skoro świat jest tak okrutny? Choć oczywiście, łatwiej jest przyjąć pewne rzeczy za prawdę i już. Nie trzeba myśleć. Ale cóż - jesteśmy młodzi, dopiero uczymy się życia. Myślę, że z czasem przestaniemy przejmować się takimi pytaniami.

 

 

(…)Wiara w Boga wydaje mi sie strasznie naiwna. Nawet zakład Pascala mnie nie przekonuje, bo po prostu wiem, że żadnego Boga nie ma. A to nie jest tak, że skoro wierze to nic nie tracę. Może i jeśli ktoś wierzy to nie boi się śmierci, a raczej boi sie jej trochę mniej, jest pewien, że potem cos będzie. Wychodzę z założenia ze niczego w życiu nie można żałować, bo jak już się zestarzeję i zniknę z tego świata to nic więcej mnie nie czeka.(...)

 

 

 (…) Czy wierzę w jedną miłość? Oczywiście, że nie. Na to już za późno :) Może tak bywa u niektórych...  i nie współczuję im tylko pod warunkiem, że naprawdę się kochają i są szczęśliwi z jedną osobą przez całe życie. Choć stanowczo przeciwny jestem metodzie skakania "z kwiatka na kwiatek". To mnie wręcz obrzydza. Uważam, że należy spokojnie czekać na właściwą osobę, z którą można stworzyć prawdziwy, długi związek.

  Co do Boga i tego, co pisałeś. Masz rację twierdząc, że nieprawdą jest, że wierzący nic nie tracą. Tracą bardzo wiele - normalne, wolne od podobnych manipulacji, myślenie! Człowiek niewierzący jest wolny. Sam nakłada na siebie normy moralne. Sam, według własnego sumienia, podejmuje decyzje. Sam musi odpowiadać sobie na wiele pytań (bez odpowiedzi).

  Pascal miał oczywiście sporo racji - jeśli okaże się to prawdą - znajdziemy się w dość niewygodnej sytuacji. Zapewne w kotle lub na rożnie. Swoją drogą w piekle poznalibyśmy masę wspaniałych postaci. Na pewno ciekawszych, niż w niebie ;] Ja osobiście, gdybym znalazł sie w niebie, zrobiłbym Bogu krzywdę za to jak spieprzył robotę. Prawdą jest również, że ateiści, jak myślę, przywiązują o wiele większą wagę do życia "doczesnego". A to przecież najważniejsze. Na cholerę myśleć, co będzie potem. Będzie, co będzie. (…)

 

 

(…) Piszesz ze trzeba czekać spokojnie na osobę, z która można stworzyć związek. Żeby wiedzieć, że to akurat ta musisz sie z nią najpierw pospotykać, poumawiać, być raczej bliżej niż dalej i wtedy będziesz wiedział czy to ta. Podkreślam to, bo zauważyłem mała sprzeczność... "skakaniem z kwiatka..." nazywasz próbę stworzenia poważnego związku, bo bez takowej próby nie przekonasz sie czy osoba jest właściwa. Jak bez tego "skakania" znajdziesz swoja miłość? Chyba, że źle zrozumiałem sens Twojej wypowiedzi. Jeśli szukać i skakać to 2 osobne sprawy to wybacz.
   "Na cholerę myśleć co będzie potem. Będzie co będzie." Ja tak nie potrafię. To jest rzecz, której boję się najbardziej, śmierć. Prawda, doczesność jest cholernie ważna, przejmuje sie tym i staram o to by życie było jak najgęściej usłane przyjemnościami, ale to nie zmienia faktu, ze śmierć jest przerażająca i ze nie powinienem o niej myśleć, bo życie doczesne jest ważniejsze.

 

 

 

(…)  Nie nazywam "skakania z kwiatka na kwiatek" próbą stworzenia związku, coś może przekręciłem, albo źle zrozumiałeś. Krytykuję taki sposób poznawania ludzi i szukania partnerów/ek. Ja żyję w przekonaniu, że po prostu spotkam te właściwe dziewczyny, poznam je i się zwiążę. Miłości się nie szuka, to ona znajduje. Nie wiem, może to naiwne.

 (…)  Naprawdę tak dużo myślisz o śmierci i się jej boisz? To ciekawe. Ja w ogóle o niej nie myślę i w ogóle mnie nie przeraża. Uważam, że i tak dużo już przeżyłem i jestem zadowolony ze swojego życia. O śmierci, jeśli już zdarza mi się myśleć, to raczej w kategorii czegoś, co jest naturalnym, koniecznym elementem życia. Nie widzę sensu rozpaczania. Poza tym, kiedy umierasz już Cię nie ma, więc nie ma się czego bać. Ja o wiele bardziej niepokoję się swoją najbliższą przyszłością - dalszą znajomością z K., maturą, studiami, pracą...

 

 

  Tym, co sie dzieje teraz, czyli matura, studiami, wyżej juz wspomniana miłością itp. nie potrafię sie martwic. Mam pewność ze wszystko mi sie powiedzie i z góry jestem skazany na sukces. Wiem ze takie myślenie jest niebezpieczne, wręcz głupie, ale nie widzę innego wyjścia i jak do tej pory jest wszystko dobrze, juz zostało tylko napisać dobrze maturę. Jedna z nielicznych rzeczy, na którą nie mam wpływu, a która mnie dotyczy, jest śmierć. Stad też myślenie o niej, myślenie o tym jak mnie nie ma itd. Mój Ojciec podobnie jak Ty powiedział, że nie ma sensu się martwic, bo nawet nie będę wiedział ze mnie nie ma, ale to do mnie nie przemawia, po prostu zbyt kocham życie i przyjemności z nim związane by pogodzić sie z faktem ze kiedyś umrę.

 

 

 

  Nie mam wcale racji z miłością. Jestem naiwnym marzycielem, żyjącym przeszłością, niedojrzałym człowiekiem. Sam ograniczam sobie możliwości poznawania dziewczyn - nie chodzę do klubów, za imprezami też nie przepadam. Pod tym względem jestem naprawdę dziwny. Dla mnie dobrą zabawą jest spotkanie w kilka osób na winku przy klimatycznej muzyce i ciekawa rozmowa. Hałasu, tańców, tłumu, wódki, itd. w klubie nie znoszę. Przestałem nawet chodzić na koncerty (zespołów typu Kult, gdzie wszyscy skaczą i wrzeszczą). Ktoś śmiało mógłby powiedzieć, że po prostu nie umiem się bawić :) i być może miałby rację, nie wiem. No i chyba mam szalenie wysoką poprzeczkę wymagań, jakie dziewczyna musi spełniać. (…)

  Hmm.. Co do najbliższej przyszłości to też jakoś nie widzę innej możliwości, niż spełnienie moich planów.  Podobnie jak Ty, naiwnie myślę, że skoro do tej pory wszystko było na tyle dobrze, to czemu teraz miałoby nie być? Niestety może "nie być" i to bardzo :] Coraz bardziej to do mnie dociera, z każdym dniem czuję większy niepokój, a należę do zjawiskowo leniwych ludzi, więc za naukę wciąż nie mogę się zabrać.
 

 

 

  To, ęłęóTTTTytretrtrtrtrtrttttttttttTże jesteś 'naiwnym marzycielem' nie ma związku z tym, że nie lubisz imprezować. Różni są ludzie. A z doświadczenia mogę stwierdzić ze im ktoś bardziej poszukuje miłości, tym gorsze są tego rezultaty. W moim przypadku bezsensowne i idiotyczne okazało sie popadanie w przypadkowe związki w "poszukiwaniu upragnionej miłości", wiec wydaje mi sie ze słuszniejszy jest Twój 'naiwny' pogląd ze miłość sama Cie znajdzie.
  A na klubowych imprezach nie ma żadnych interesujących dziewczyn tak na marginesie:) poza tym nawet nie ma tam jak z nimi porozmawiać. Inną rzeczą są zabawy domowe i koncerty. Na tych drugich rzadko bywam a impreza w mieszkaniu czy domu jest związana zwykle z tym samym towarzystwem.
  Jeśli jesteś spokojnym duchem to nawet lepiej, że nie poznasz dziewczyny np. na jakimś koncercie, bo i Ty i Ona będziecie woleli posiedzieć przy winie, ale to juz inna sprawa (…)

 

 

  Piszę bez celu. Lubię korespondować. Miałem nawet jakiś czas temu chęć wysłania listu do kilku wybranych „osobistości” – pisarzy, myślicieli, żeby czerpać z ich mądrości, doświadczenia ile się da. Co o tym sądzisz? Jakoś nie zebrałem się w garść i nic w tym kierunku jeszcze nie uczyniłem.

  Wrócę do tematu książek, o którym pisaliśmy. Właśnie kończę „Listy do Mileny” F.Kafki. Są niesamowite. Przyznam się, że dwa razy płakałem czytając je, a rzadko mnie to spotyka. Nie miałem w ręku smutniejszej książki. W każdym razie gorąco polecam, choć możesz mieć małe trudności ze zdobyciem jej (w razie czego pożyczę, choć mam już jedną osobę w kolejce).

 (…)  Kilkanaście godzin spokojnie wystarczy na rozpalenie płomienia. Wystarczy kilka minut zarówno, żeby go rozpalić, jak i żeby go zgasić. Pierwsze zdania drugiego rozdziału mojego pamiętnika, brzmią dokładnie tak: „Zaczynamy od nowa. Reaktywacja i odrodzenie. Feniks powstaje z popiołów, tylko po to, by wkrótce znów skończyć w popielniczce.” Trzeba mieć tego świadomość przy każdym związku. Sądzę, że wizja nieuniknionego końca pomaga – mobilizuje do większych starań, itd. Z drugiej strony może budzić swojego rodzaju niemoc i zniechęcenie. Zależy od osoby :)

  Co do poprawności, to pomaga mi w tym Word, choć staram się pisać poprawnie. Ale fakt faktem – do diabła z Formą.
 

Moje uszanowanie.
 

p.s. jeśli wolisz, możemy przenieść się na papier i Pocztę polską.

 

skomentuj (3)

scenariusza ciąg dalszy odnalazłem 2008-03-20 20:08:55

CZĘŚĆ DRUGA

SCENA I

 

Tekst Woody’ego

 

muzyka

 

Osoba 1a: „Maurycy był szalenie przystojny, wysoki... kulturalny. Niezła sztuka! <śmiech>”

 

Szkoła

 

Osoba 2a: „ Pamiętam, że zawsze podziwiałem/am jego wewnętrzny spokój. Był bardzo dobrym człowiekiem...

 

Podwórka, dziwne miejsca

 

...sądzę, że wychowanie w duchu katolickim mocno się do tego przyczyniło.”

 

Osoba 3a: „ Był mocno wierzący. Naprawdę przykładny katolik, od którego księża powinni brać przykład <śmiech>. Serio, imponował mi tym.

 

Natura

 

Osoba 1a: „ Miał niezłego bzika na punkcie swojej wiary ale przy tym pozostał człowiekiem wielce tolerancyjnym i wyrozumiałym. To nie był oszołom wychowany przez mohery, nie zrozumcie źle jego religijności."

 

Miasto

 

Koniec wstępu

 

 

 


SCENA II

 

„KATOLIK”

 

Maurycy modli się w kościele – kilka ujęć – z boku, od przodu, z tyłu – widać jak szepcze

 

NARRATOR: „ Ten człowiek to niemal przeciwieństwo naszego poprzedniego bohatera. To co ich łączy to jedynie zabójcza uroda. Maurycy kochał życie, kochał ludzi, starał napawać się każdą chwilą. Żył zgodnie z nauką chrześcijaństwa – nie kradł, nie  cudzołożył, nie pożądał też niczego z domu swoich sąsiadów”

 

Wrzuca do skrzynki na pieniądze drobne. Wychodzi z kościoła. Idzie do domu:

·         stoi na światłach na Narutowicza

·         mija moją bramę

·         Mianowskiego

·         Klatka

 

Ciemność

 


(Żeby nie zostawiać nikogo w niepewności, dodam, że w moim zamyśle po krótkim czasie i Maurycego dosięgnęła śmierć, jednak po niej nie trafił - jak Mikołaj - do piekła, ani do nieba. Nastaje ciemność i nie ma nic dalej [prócz napisów].)

skomentuj (0)

1000 500 100 2008-03-10 17:45:09

zostałem przez Katarzynę ogłoszony najfajniejszym człowiekiem na Ziemi.
jestem zadowolony, zupełnie jak rok temu.
prawdziwe okazało się przysłowie, mówiące, że warto napracować się dla dobrych rezultatów.



a z wakacji znalazłem śmieszne:

Magda: gdzie żółwie?
tata: pobiegły.
Rafał: Hasają po łące.


Tata: Pan Bóg był fotografem
Grześ: Więc to Pan Bóg wymyślił aparat fotograficzny?
Rafał: ..Albo jego syn.


Ja: Lubisz Gombrowicza?
Anne: Nie wiem kto to jest i mam to w dupie.


Magda: Ta pani kroi pizzę z poczuciem własnej wartości


Tata: Dobrze, że żółwie nie pieją

skomentuj (0)

półtora roku temu napisałem scenariusz. jest strasznie śmieszny więc go tu wrzucam. 2008-03-06 23:44:10

 „There is no spoon”

SCENA I

muzyka w tle

Osoba pierwsza: "Mikołaj? – raczej niewielkiego wzrostu... blond włosy, szaro-niebieskie oczy. Nieźle się ubierał.."
 
Ulice z samochodu

Osoba druga: "hmm.. inteligentny i dość cyniczny człowiek..."

Zakład pogrzebowy „Galaxy”, papieros w popielniczce (w knajpie)

                    "Starał się być uprzejmy, jednak w rzeczywistości miałam wrażenie, że
                      gardził większością ludzi..."

Osoba czwarta (była dziewczyna?): "Miewał ataki skrajnego pesymizmu,
                                                 przekształcające się w nihilistyczny obłęd. Trudny charakter.."

Pałac kultury, Aleje Jerozolimskie, ulice (praga?)


Osoba pierwsza: "...co jeszcze ..był zażartym ateistą, kościół przyprawiał go zawsze o  mdłości, uważał też wierzących za naiwnych i hm.. tak naprawdę głupszych od siebie ludzi."

Kościół na pl. Narutowicza, pl. Zbawiciela (inne)

Osoba druga: "Ogólnie miał skłonności do narcyzmu <śmiech>
            Jego największym idolem i wzorem do naśladowania zawsze był Woody Allen..."
               
Osoba piąta: "Tak, pamiętam, że miał kolekcję wszystkich filmów Allena. Lubił uczyć się na pamięć zabawnych cytatów i później przytaczać w odpowiednim momencie.. <zaduma> zabawny koleś"

                                                   

Koniec wstępu, chwilka przerwy (ciemności)




SCENA II

Mikołaj jedzie autobusem, siedzi (lub stoi), patrzy przez szybę - słychać muzykę + normalny dźwięk

NARRATOR:
-  "Oto Mikołaj. Jego historia jest ciekawa, dlatego postanowiłem ją wam przedstawić...
w tej chwili jedzie do sali prób. To, czego jeszcze o nim nie wiecie to miłość do muzyki,
sam starał się zresztą tworzyć coś z zespołem."

 <kamera jedzie korytarzem, ja idę w stronę drzwi salki; szykujemy się do grania,
 gramy kawałek "zabij mnie" (albo inny)>

kilka scen bez narracji - cisza! - fajne ujęcia - perkusje, instrumenty, salka

NARRATOR:
- " Jakiś rok temu dowiedział się, że ma chore serce i istnieje duże ryzyko zawału, którego w tym wieku zazwyczaj się nie przeżywa... od tego czasu strasznie się tym denerwuje, myśli o śmierci.
Jest strasznym hipochondrykiem, tak więc jest mu z bardzo ciężko."

Wraca do domu (leci muzyka) autobusem, brama --> klatka --> mieszkanie, pokój.

ciemność na 3 sek



SCENA III

Ciemność
Dźwięk z matrixa: Welcome to the real world

·    Ranek -  ujęcie z drzwi jak śpi ( widać okno.)
·    Dzwoni budzik, wyłącza go.
·    Ujęcie z oczu (wyostrzenie) na pokój.
·    Ubiera się, wychodzi


(piosenka) Znów jazda autobusem albo tramwajem.

·    Idzie: Chmielną <kamera zza pleców>, Nowym Światem (po 2 ujęcia)
·    Wchodzi do kawiarni, wita się
·    Siadają i piją czerwone wino


Ciemność, widać tylko białe napisy

M. - „Nigdy nie uwierzę w Boga. To śmieszne.”
?. – „Co w tym śmiesznego? Wierzę, że istnieje ktoś, kto tym wszystkim kieruje, trzyma nad nami pieczę. Naprawdę nie wierzysz?”
M. – „Nie. A to z bardzo prostej przyczyny: ponieważ oczywistą niemożliwością jest wierzyć w coś, czego się nie rozumie.
Pomiędzy zrozumieniem a wiarą winien istnieć bezpośredni związek; zrozumienie jest dla wiary strawą podstawową.
Gdzie nie ma zrozumienia, tam wiara jest martwa i w takim przypadku ci, co utrzymują, że rozumieją, są oszustami.
Idę o zakład, że ty sam nie wierzysz w boga, którego mi głosisz, ponieważ nie możesz mi go dowieść, nie jesteś w mocy go opisać, a przeto go nie rozumiesz;
skoro go nie rozumiesz, nie możesz mi dostarczyć na jego temat żadnego racjonalnego argumentu, słowem - wszystko, co wykracza poza granice ludzkiego umysłu, jest już to urojone, już to zbędne.
 Ponieważ twój bóg może być tylko jednym albo drugim, w pierwszym przypadku byłbym szaleńcem, wierząc weń, w drugim zaś - głupcem.”
(trochę za mądre, nikt nie zrozumie...)

[ -Do you belive fate, Neo?
-No.
-Why not?
-Because i dont like idea something controling my live.]


NARRATOR:
- W tej chwili Mikołaj lubi kłócić się o istnienie Boga.
  Nie jest w stanie pojąć, że inteligentny, zdrowy psychicznie człowiek może wierzyć w tak nieprawdopodobną rzecz.
Tylko utwierdza go to w przekonaniu o swej wyższości nad większością ludzi.
Przegląda się w łyżeczce

UJĘCIA:
-Jak najciemniej.-

·    Ujęcia na stolik (jak w C&C?)
·    (Znowu) papieros tlący się w popielniczce
·    Wino - kolor
·    Miejsce
·    Łyżka + NARRATOR: “Łyżka nie istnieje?”




SCENA IV

NARRATOR:
"Mikołaj wychodzi z kawiarni. jest ok jedenastej.
Nie jest do końca trzeźwy. Idzie w strone Jerozolimskich.
Niespodziewanie dostaje zawału serca i umiera. :)

ewentualny cytat:

A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.
Żródło: Biblia, Mdr 2,24

kretka, tłum ludzi;
chwila przerwy;

NARRATOR:

"Na jego nieszczęście to jednak nie koniec jego historii.."

Widok się rozjaśnia. Ciemna sala (*piekło*) ewentualnie jakieś pochodnie.
 Widok:
 albo z boku, wtedy Mikołaj przypiętny jest do jakiejś ściany (albo czegoś)
 albo z oczu Mikołaja.

Wyłania się twarz diabła.

DIABEŁ: <śmiech> Witam kolejnego niedowiarka!
              Taki z Ciebie mądrala, co? Ha! ha! ha!
              Ci zarozumialcy na ziemi mylą się jednak w kilku sprawach...
              Nie mamy tu morza lawy ani innych efektów...
              Właściwie to sam nie cierpię tej nory...straszna nuda.
              Najgorsze jest to, że nie moge Cię nawet tknąć,
              Twoje cierpienie ma polegać na wiecznej samotności.
              Ta rozmowa jest ostatnią, jaką słyszysz już na zawsze.
              Żegam, moje uszanowanie.



NA KONIEC CYTATY:

Nie, że boję się umrzeć, ale mimo wszystko wolę, żeby mnie nie było kiedy to się zdarzy.

Życie jest za krótkie, żeby tracić je na dyskusje o życiu. Lepiej je przeżyć


Mors ultima linea rerum. (łac.) (Śmierć kresem ostatnim i wszystkiego )



Przez noc – droga do świtania,
Przez wątpienie – do poznania,
Przez błądzenie – do mądrości,
Przez śmierć – do nieśmiertelności.



Nie dlatego najsmutniejszy jest zgon, że wraz z nim wszystko się kończy, lecz dlatego, że po nim nic się nie zaczyna.



Jeżeli kołowrotek przestał się obracać, nie znaczy to, że prządka umarła,


Dla dobrych śmierć jest zaproszeniem do odpoczynku. Dla złych katastrofą.
Autor: św. Ambroży (!!!)


Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.
Źródło: Biblia, Mt 25,13

skomentuj (2)

JA (?) 2008-02-27 17:46:16

"uważam cię za bardzo inteligentnego człowieka
który lubi to pokazywać
i dlatego czasami stawia się powyżej innych
i jesteś typem indywidualisty
i to tak naprawdę porządnego
no i masz swój świat
i się często w nim zamykasz"
K.R.


„jesteś: (zaczynam od opakowania) niski :D i chudy :) ale to wiesz. masz jasne rzęsy. (...) i masz niebieskie oczy. ładne. i często starasz się być poważny. i przykuwasz uwagę tzn. w sensie ze przechodząc zauważa się Ciebie. Nie mija się obojętnie. (...) zbyt narzucasz swoje zdanie. czasami nie przyjmujesz ze ktoś ma inne.”
K.M.


"na pewno nie jesteś człowiekiem, który lubi być w centrum zainteresowania, otoczenia ale z drugiej strony na pewno zależy Ci na utrzymaniu dobrego wizerunku..... wydaje mi sie też, że jesteś w miarę odpowiedzialny...za siebie i nie tylko. hym, może masz refleksyjną naturę... trochę tam myślisz :) no i brak Ci zdecydowania, na pewno nie jesteś stanowczy i pewny siebie. nie dostrzegłam jak na razie jakiegoś nadzwyczajnego temperamentu do życia ale nic w tym złego. brak dystansu do tego co dzieje sie naokoło. myślę, że nie jesteś też zbytnio pracowity i ambitny. Co do ludzi... to z pewnością potrzebujesz ich towarzystwa a jeśli nie towarzystwa to jakiegokolwiek kontaktu ;] i towarzyski też raczej nie jesteś, ale też nie zamknięty. wspomnieć jeszcze można o Twojej nieprzeciętnej wrażliwości."
M.Ś.

-inteligentny
-indywidualista
-ma swoje poglądy i nie wstydzi się ich wyrażać
-spokojny
-opanowany
-czasami zamknięty w sobie i niedostępny
-sympatyczny
-z poczuciem humoru
-uwielbia wino, filmy Woodego Allena, książki Dostojewskiego i Gombrowicza oraz muzykę

O.M.


"Mikołaj to postać zagadkowa... często bardzo tajemniczy, ale jak już się przestanie ukrywać i być cicho to baaaardzo dojrzały i zabawny... ma wspaniałe poczucie humoru - przynajmniej mi ono odpowiada. Czasami, na szczęście nie często, jak cos powie ma się wrażenie : Boże, co ja mu zrobiłam, że on mnie tak nienawidzi?? i ciekawie patrzy na życie... nie odbiera go (chyba) zbyt poważnie, ale i nie lekceważy !! Ma ciekawe zainteresowania..."

J.K.

skomentuj (5)

dobrze, że żółwie nie pieją 2008-01-30 22:56:49

  Dobrze, że są takie miejsca jak Chłodna czy Plan Be, gdzie można spokojnie zaszyć sie z książką i napić dobrej kawy. Bez nikogo, żadnej osoby towarzyszącej, wymagającej uwagi i bezsensownych słów.
   Słowa… dlaczego są tak puste? Dlaczego obietnica, w rzeczywistości nie jest obietnicą? Czemu słowa nie mają żadnego znaczenia w odniesieniu do przyszłości..? Człowiek nie powinien brać odpowiedzialności za to co wypowiada, bo po prostu nie umie powiedzieć prawdy o przyszłości.


Dlaczego nieszczęśliwa miłość uważana jest za najpiękniejszą? Czy nie jest jedynie wyrazem ludzkiej słabości? Gloryfikacja nieszczęścia – czy to rozsądne? Z drugiej strony, co ciekawego jest w spełnionej miłości, w pełni szczęścia? Niewiele. Wniosek z tego taki, że miłość spełnioną powinno się przeżywać, miłość niespełnioną opisywać.

Jeśli uciekamy przed liryzmem, zaczernianie stronic staje się ciężką próbą. Po cóż pisać, aby wypowiedzieć dokładnie to, co się miało do powiedzenia?” Emil Cioran



(...)Podobno po tym jak się rozeszliśmy, powiedziała, że jestem bardzo dojrzały i że nie dziwi się, że tak lubię Woody’ego Allena, bo sam jestem mały i neurotyczny. Czuję się zaszczycony, serio.

Ironia i cynizm to intelektualna przykrywka przeciętności.” (nie sądzicie?)


„Cierpienie to piękno, bowiem w cierpieniu jest myśl.”
F.Dostojewski



Fragment snu Franza K.:

„Moje towarzystwo przeglądało jeszcze rozkład jazdy, my staliśmy z boku pertraktując. Wynik był mniej więcej taki: następnego dnia była niedziela; było Ci, jak przypuszczałem, aż do obrzydliwości niepojęte, byś w niedzielę mogła mieć dla mnie czas. W końcu jednak ustąpiłaś pozornie i powiedziałaś, że jednak chciałabyś zaoszczędzić czterdzieści minut dla mnie. (Tym czymś najstraszniejszym w rozmowie nie były naturalnie słowa, tylko istotny sens, bezcelowość tego wszystkiego, a także Twój ciągle powtarzający się milczący argument: „Ja nie chcę przyjść. Cóż Ci pomoże, jeśli nawet przyjdę?”) Ale kiedy miałabyś te wolne czterdzieści minut, nie mogłem się od Ciebie dowiedzieć. Nie wiedziałaś i mimo tego całego na pozór usilnego myślenia nie mogłaś tego określić/ W końcu zapytałem: „Czy mam może czekać cały dzień?” „Tak” – odrzekłaś i odwróciłaś się do jakiegoś w pogotowiu stojącego, oczekującego Cię towarzystwa. Sens tej odpowiedzi był taki, że wcale nie przyjdziesz i że jedynym ustępstwem, jakie mogłabyś mi zrobić, jest pozwolenie czekania. „Nie będę czekał” – powiedziałem cicho, a ponieważ sądziłem, że nie dosłyszałaś, a był to przecież mój ostatni atut, rozpaczliwie krzyknąłem to za Tobą. Ale Tobie było to obojętne, nie troszczyłaś się już o to. Chwiejnym krokiem poszedłem z powrotem do miasta.”



skomentuj (9)

poeta jako człowiek bez serca 2008-01-22 10:28:43

  Środa, 9 stycznia 2008

  (...) Wykład i dyskusja o dwóch tekstach – Herberta i, co mnie zdziwiło, Jacka Dehnela, sprowokowały mnie do pewnych refleksji. „Poeta jako człowiek bez serca” – zdanie to automatycznie przywiodło mi na myśl problem, który zdaje się, zaczyna mi doskwierać. Są bowiem ludzie, nazwijmy ich „odbarzonymi zmysłem artystycznym”, którzy żyją, by tworzyć. Podobny cel może spowodować wyjątkowo zgubne skutki. Nie żyje się bowiem dla siebie, lecz dla dzieł, dla ich doskonalenia. Za przykład, żeby nie być gołosłownym, podam siebie i mój dziennik (choć nie jestem ani artystą, ani poetą, dobrze w tym celu posłużę). Oprócz szoku i rozpaczy, które czułem przy przyjmowaniu do wiadomości, że ***, w podświadomości towarzyszyła mi prawdziwa euforia, zachwyt, że coś tak dramatycznego, wstrząsającego się stało i że będę mógł wszystko to opisać. Takie podejście nie jest zdrowe, nie jest też szczere. Powiedzenie, że powoli pozbawiam się serca, nie będzie więc zupełnie pozbawione sensu. Z czasem może dojść do tego, że zupełnie przestanę troszczyć się o otoczenie, a na świat patrzeć będą nie moje oczy, lecz szukającego kolejnego źródła, kolejnej inspiracji, szaleńca. Przerażająca wizja. I pociągająca…


A teraz coś dla głupców, którzy nieszczęśliwie się zakochali (fragm."Dziennika" J.Iwaszkiewicza, który z zupełnie niewiadomych powodów bardzo mnie poruszył)


Niespodziewany obrót przyjęło moje życie uczuciowe. Przyszła tak gwałtowna, zupełna, intensywna i tragiczna miłość, jaką mogę porównać tylko z uczuciem mojej młodości. Jest ona w tej chwili jedyną materią mojego życia, wszystko inne nic mnie nie obchodzi. Od rana do wieczora, a zwłaszcza od wieczora do rana, jedna myśl. Jest oczywiście, jak wszystkie inne miłości w moim życiu oprócz miłości małżeńskiej, miłością tragiczną. (…) Zastanawiam się, czy to wypływa z natury rzeczy, czy też mojej niezwykłej nieumiejętności w sprawach erotycznych. I to nie tylko nieumiejętności w rzeczach postępowania, natychmiastowe mówienie o uczuciach, żądanie wzajemności, pokazywanie potwornych męczarni duchowych, ale nieumiejętności po prostu technicznej, brak doświadczenia miłosnego, brak umiejętności zabrania się do rzeczy, przedwczesne rezygnowanie w razie najmniejszego sprzeciwu, (…) W tej chwili przeżywam apogeum cierpienia, coś co mnie pognębia ostatecznie (…) Powtarzam sobie: przecież wiem, to minie, minie, mienie, jak minęło tyle spraw, dzisiaj one śmieszą, i to będzie śmieszyć, ale to nic nie pomaga. (…) I w tej atmosferze (…) myśl jedna, świdrująca i potworna, o niemożności ogarnięcia, posiadania innego człowieka, którego się tak kocha. (…) Brak jednego daru przekreśla całe bogactwo życia.”

skomentuj (7)

Iwaszkiewicz 2008-01-08 23:00:56

"Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca" W.Gombrowicz, "Ferdydurke"

Środa, 2 stycznia 2008

(…)  Zaczytuję się „Dziennikami” Iwaszkiewicza. Szczerze mówiąc, spodziewałem się więcej po 18. letnim poecie. Jego umysł, na dzisiejsze czasy, przypomina mi mniej więcej poziom gimnazjum. Mam nadzieję, że okres wojenny będzie bogatszy w refleksje, a skromniejszy w opisach kto gdzie poszedł, itd. Choć pisząc to, czuję się głupio – kim jestem, by krytykować wielkiego pisarza, jakim był Iwaszkiewicz?

 

Czwartek, 3 stycznia 2008

(…)  Co do Iwaszkiewicza i jego „Dzienników” to z upływem lat, jego umysł i zręczność w pisaniu przeżyła prawdziwą ewolucję. Porównując wpisy z 1911 i 1914 mam wrażenie, jakby pisały je różne osoby. Wreszcie (jestem już na 1927 roku) zaczyna się coś interesującego.

 

Piątek, 4 stycznia 2008

(…)  Iwaszkiewicz pochłonął moją uwagę przez wszystkie lekcje w szkole. Moje obawy, wywodzące się z charakteru pierwszych wpisów, okazały się błędne. Teraz dotarłem już do 1942 roku i na myśl o notatkach 17.letniego Iwaszkiewicza, uśmiecham się pod nosem. Dodają uroku temu, co dzieje się potem. Opisy pierwszych dni września 1939 roku zapierały mi dech w piersi. Bardzo ciekawa książka. Dała mi sporo do myślenia. Czy ja też za kilka-kilkanaście lat będę świadkiem wojny? Czy moje pokolenie skazane jest na coś równie potwornego? Lektura i odrobina wyobraźni, pozwoliły mi docenić spokój i jakość mojego życia. Przykry jest fakt, że błahe przecież sprawy – np. rozterki miłosne – potrafią zatruć człowiekowi całą radość egzystencji.

 

Wtorek, 8 stycznia 2008

(…)  Iwaszkiewicz znów zaczyna mnie lekko nużyć. Skończyłem już część książki opisującą wojenną rzeczywistość, która to bardzo mnie pasjonowała. Opisy Warszawy za okupacji niemieckiej, bardzo rozbudziły moją wyobraźnię. Widziałem wszystkie te ulice, nerwowo przemykających ludzi w ciemnych, szarych ubraniach. Buicki i tramwaje, sunące powoli przez miasto. Niektóre mijające mury getta, nad którym stale unosiły się dymy. Patrole, godzina policyjna, strzały, aresztowania. Cały ten koszmar ukazał się w mojej głowie. Tematyka książek może być bardzo różna, uświadomiłem sobie jednak, że mało które potrafią tak wpłynąć na człowieka, jak te opisujące lata wojny. Jak wiele to daje! Przy odrobinie wyobraźni i jakiejś cechy, której nie umiem dokładnie nazwać – gdybym jednak musiał (a muszę), rzekłbym, że po prostu człowieczeństwo, jakaś zależność od ludzi, społeczeństwa, rodziny, lektura czegoś podobnego uświadamia bardzo wiele – ulotność, kruchość ludzkiego życia, „marność”(jak rzekłby Kohelet) rzeczy materialnych, rolę bliskich ludzi – głównie rodziny, ale i znajomych czy przyjaciół. Przecież w rzeczywistości, jedynie (nie prawda, ale tak lepiej brzmi) w tak makabrycznych sytuacjach objawia się nasze prawdziwe oblicze, twarz naszego człowieczeństwa.

 

 

skomentuj (3)

GIFT 2008-01-06 01:57:45

1.majtasy
2.talon
3.kieliszki
4.kawa
5.nasionka
6.płótno

skomentuj (2)

free music
Księga Gości